Image

Iluzoryczna instytucja wyłączenia sędziego

sędziowie hipokryzja

Opowiem na swoim przykładzie, jak zostały rozpoznawane moje wnioski o wyłączenie sędziego. Jak taka instytucja wygląda w praktyce, bo w teorii wygląda wręcz cudownie.

Jedną z moich spraw, które były rozpoznawane przed Sądem Rejonowym w Lublinie, była sprawa o ustalenie stosunku pracy (sprawa główna). Nieprawomocnie tę sprawę wygrałem w 2017 r (obecnie już prawomocnie). W związku z tym wniosłem drugą sprawę (akcesoryjną), o wypłatę mi wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy. W tej drugiej sprawie razem z powództwem złożyłem wniosek o zabezpieczenie nowacyjne. Wniosek o zabezpieczenie został przez sąd I instancji oddalony. Sąd stwierdził, iż w przypadku mojej sprawy, taki wniosek nie jest dopuszczalny prawnie. Złożyłem zażalenie na to postanowienie sądu. Zażalenie rozpoznawał sąd wyższej instancji (Sąd Okręgowy w Lublinie). Tutaj należy wtrącić, że aby sąd mógł prawidłowo rozpoznać moje zażalenie, powinien mieć dostęp zarówno do pierwszej sprawy, jak i do tej, której wniosek dotyczył, ponieważ jedna sprawa wynikała z drugiej i nie można było prawidłowo ocenić zasadności wniosku o zabezpieczenie bez zapoznania się z całym materiałem dowodowym (w tej sprawie pierwszej były prawie wszystkie dowody). Na początku lipca 2017 troje sędziów sądu okręgowego, oddaliło moje zażalenie. Przyznali mi rację, że wniosek jest dopuszczalny prawnie, lecz ich zdaniem zupełnie niezasadny. 11 lipca wydali niekorzystne postanowienie dla mnie, a 18 lipca wpłynęły akta tej głównej sprawy w której były dowody do ich sądu. Czyli postanowienie sądu II instancji było wydane „w ciemno”. Zezłościłem się strasznie. Było to dla mnie coś nienormalnego, że sędziowie mogą tak postępować. Teraz już wiem, bogatszy w doświadczenia, że w polskich sądach nie jest to nic nadzwyczajnego, np. wydawanie wyroków bez zapoznania się z aktami sprawy. Sadownictwo polskie dalekie jest od ideału. W owym czasie przed sądem okręgowym toczyły się jeszcze dwie moje sprawy, z tego względu postanowiłem w nich złożyć wniosek o wyłączenie tych 3 sędziów, którzy w tak haniebny sposób rozpoznali moje zażalenie.
Wyszedłem z założenia, że skoro sędzia wydaje niekorzystane dla mnie postanowienia bez merytorycznego zapoznania się ze sprawą to jest w jakiś sposób uprzedzony, bądź np. przekupiony. Składając taki wniosek liczyłem na to, że sędziowie którzy będą go rozpoznawać zapoznają się z moją argumentacją i odniosą do niej. Myliłem się…

Jak wygląda w praktyce rozpoznanie wniosku o wyłączenie sędziego. Wniosek taki rozpoznawany jest w składzie 3 sędziów - kolegów (koleżanki) tego sędziego z wydziału. Często rozpoznającymi wnioski o wyłączenie, są ci sami sędziowie, którzy pracują z sędzią objętym takim wnioskiem przy jednym biurku. A w tym konkretnym przypadku wniosek dotyczył przewodniczącej wydziału (szefowej), sędziego wizytatora (to taki sędzia, który kontroluje innych sędziów) oraz trzeciej szeregowej sędziny. W chwili złożenia takiego wniosku, sędziowie których dotyczy takie postępowanie są zobowiązani złożyć oświadczenie do akt sprawy, o tym czy faktycznie istnieją uzasadnione przyczyny do ich wyłączenia z postępowania. W praktyce to wygląda tak, że sędzia załącza do akt postępowanie swoje oświadczenie w postaci jednego zdania o przykładowej treści: ”Nie zachodzą okoliczności wskazane we wniosku”. I to tyle. Tak też było w mojej sprawie, gdzie sędziowie złożyli takie oświadczenie, a sąd który rozpoznawał moje wnioski o wyłączenie, stwierdził, że skoro sędziowie złożyli takie oświadczenie to mój wniosek jest niezasadny. A moje działanie jest działaniem obstrukcyjnym. Natomiast okoliczność, na którą się powoływałem, czyli rozpoznania sprawy bez czytania akt, zupełnie pominięto!!! Nikt do tego się nie odniósł. Z doświadczenia życiowego wiem, że sąd jeżeli ma możliwość do krytycznej oceny jakiegoś argumentu to chętnie to robi, a okoliczności niewygodne skrzętnie pomija. Teraz rodzi się pytanie, dlatego sędziowie rozpoznający sprawy o wyłączenie sędziów postąpili, a w ten, a nie inny sposób. Mam co do tego pewną teorię, którą przedstawiam poniżej, ale jest to tylko przypuszczenie! (lecz myślę, że w dużym procencie pokrywa się ona z rzeczywistością).

Nie jest wielką tajemnicą, że w środowisku sędziowskim postawa oportunistyczna nie stanowi rzadkości: nie wiem co zrobić – oddalę, nie wiem co zrobić – umorzę, nie wiem co zrobić – dam karę w zawieszeniu. Najważniejsze nie narażać się, iść utartym szlakiem i spokojnie dotrwać do emeryturki. Zero wyższych wartości. Wydając postanowienie o zabezpieczeniu nowacyjnym, o które wnioskowałem sędzia mógł się narazić wielkiej spółce z bardzo dużym kapitałem. A to mu się nie opłacało. Dlatego sąd I instancji oddalił mój wniosek wymyślając jakiś argument z sufitu, a sąd II instancji potrzymał postanowienie jedynie zmieniając uzasadnienie. Sąd drugiej instancji rozpoznaje zażalenia w składzie 3 osób (w stanie prawnym z 2017). Tajemnicą poliszynela jest fakt, że zażalenie rozpoznaje jeden sędzia (najczęściej przewodniczący wydziału sądu odwoławczego lub jego zastępca) a pozostali sędziowie podpisują się w ciemno – „ufają sobie”. Przewodnicząca wydziału odwoławczego, prawdopodobnie, zapoznała się ze sprawą na jakiejś imprezie prawniczej (może nawet zakrapianej alkoholem). Być może spotkała przewodniczącą wydziału pracy sądu rejonowego, która oddaliła ten wniosek i ta opowiedziała jej o sprawie. Jako że to był początek wakacji, przewodnicząca wydziału sądu odwoławczego przed pójściem na urlop, musiała szybko nadgonić sprawy i pozamykać „różne tematy”. Dlatego oddaliła moje zażalenie, a uzasadnienie do niego skopiowała z innej sprawy (wręcz słowo w słowo), zupełnie zapominając, że argumenty użyte w obecnym postanowieniu nie przystają do realiów niniejszej sprawy i odnoszą się do dowodów, które dopiero dotrą do sądu za 7 dni. Po wydaniu postanowienia do przewodniczącej przyszli pozostali dwaj sędziowie, który np. ustalając sobie kwestie urlopowe przy okazji podpisali to postawienie. I wszystko byłoby super, tylko nachalny, pretensjonalny powód zaczął drążyć temat i oskarżać ich o łamanie prawa. Przewodnicząca przez swoją nieroztropność "wsadziła na minę" wspaniałych sędziów, którzy podpisali dla niej owe postanowienie. Więc co mają zrobić teraz ci biedni sędziowie rozpoznający wniosek o wyłączenie tej trójki? Przecież nie przyznają oficjalnie, że cała ta kontrola instancyjna to jedna wielka fikcja. A więc kłamać, iść w zaparte.

Kłamanie bardzo im się opłacało. Dzięki temu zapunktowali u swojej szefowej, a także u sędziego wizytatora – czyli takiego, który ich kontroluje. Pomogli tym biednym ludziom, a przecież pomoc jest dobra. Jednym z sędziów rozpoznających wniosek o wyłączenie tej trójki, była sędzia z sądu rejonowego, która była na delegacji – a jakby się delegacja udała, to mogła awansować do tego wydziału. To była jej życiowa szansa, przecież "każdy" na jej miejscu zrobiłby to samo. Teraz ten sędzia wizytator jest sędzią sądu dyscyplinarnego, a nie daj Chryste Panie Boże złapią, któregoś z nich na jeździe po pijaku albo na kradzieży sprzętu elektronicznego ze sklepu, to kolega, któremu pomogli, może „fajnie” wyciszyć taką sprawę, a jak nie daj Chryste Panie Boże i Maryja zawsze dziewica, sprawa będzie medialna, to przynajmniej można liczyć na łagodniejsze potraktowanie. Same korzyści.

No dobrze, to ktoś zapyta, a co z etyką sędziowską, uczciwością, godnością, honorem, dbaniem o dobro wymiaru sprawiedliwości i prestiżem zawodu. Czyżby to były tylko frazesy?... Proszę zauważyć, że w wielu organizacjach np. w sycylijskiej (La) Cosa Nosta, również są głoszone piękne hasła: o prowadzeniu się moralnym (tzn. nie zdradzaniu żon), o zakazie handlu narkotykami, o nie zabijaniu swoich członków przy członkach najbliższej rodziny, itp. Członkowie mafii nazywają się ludźmi honoru. Natomiast prawda na temat mafii jest zupełna inna - nie ma tam żadnych zasad.
Być może w środowisku sędziowskim, albo w jego części istnieją zupełnie inne definicje takich pojęć jak poczucie obowiązku, dobro wymiaru sprawiedliwości, prestiż zawodu sędziego. Przykładowo dobro wymiaru sprawiedliwości może być utożsamiane z własnym dobrem, czyli to co jest dobre i korzystne dla mnie, jest dobre dla wymiaru sprawiedliwości i odwrotnie. A definicja poczucia obowiązku może być bardzo płynna i zależna od okoliczności, inna w sytuacji kiedy są dziennikarze na sali sądowej, a inna kiedy ich nie ma… Trudno jest tak jednoznacznie powiedzieć...


  1. Opisywane przeze mnie postanowienia sądów wraz z moim wnioskiem

Numer - 19; Sep 26, 2019