Image

Wykorzystywanie ustawy o pracownikach tymczasowych na moim przykładzie - GLS

praca pracownicy tymczasowi wyzysk

Dorabiałem sobie jako pakowacz u przewoźnika pracującego dla GLS od lipca 2013 do końca czerwca 2014r. W tym czasie studiowałem zaocznie, kończyłem 5 rok prawa, miałem stypendium naukowe. Przychodziłem do pracy od poniedziałku do piątku na rano, na dwie, maksimum trzy godziny. Średnio na miesiąc zarobiłem 500zł. W owym czasie wykonywanie takiej pracy było idealne dla mnie. Mogłem uczyć się, pisać pracę mgr i nie przemęczać w pracy.
Ach, wytłumaczę jeszcze Państwu kim jest przewoźnik w firmie kurierskiej. Jest to osoba, która zobowiązuje się świadczyć usługi kurierskie na rzecz firmy kurierskiej. Ona kupuje busy, zatrudnia kurierów, dba o samochody, kupuje paliwo, dokonuje napraw. Firma kurierska zatrudnia kilku takich przewoźników, np. Lublin podzielony między trzech przewoźników. Ja pracowałem u przewoźnika, który obsługiwał rejon Zamość miasto i okoliczne miejscowości oraz wsie. Czemu taki system usług kurierskich stosuje firma GLS (ale także inne firmy kurierskie poza Poczta Polską) dowiedzcie się Państwo w moim drugim temacie – Kurier – współczesny niewolnik

Moje zaangażowanie w pracę oraz sumienie wykonywane obowiązki zauważył kierownik filii GLS i zaproponował mi pracę w charakterze magazyniera. Na początku mu odmawiałem, ale później zmieniłem zdanie i zgodziłem się. Zostałem zatrudniony jako pracownik tymczasowy. Umowę ze mną agencja pracy Adecco podpisywała co miesiąc. Ja nie byłem nigdy wcześniej w Adecco, sam pracodawca użytkownik mnie skierował do tej agencji i powiedział, aby mnie zatrudnili. Zacząłem pracę jako pracownik tymczasowy u pracodawcy użytkownika GLS, w roli magazyniera. Podczas pracy dowiedziałem się, że na zmianę popołudniową pracuje czterech magazynierów oraz na zmianę poranną pracuje również czterech magazynierów. Trzech ze zmiany porannej jest pracownikami tymczasowymi i trzech ze zmiany popołudniowej jest pracownikami tymczasowymi. Po jednym pracowniku na każdej zmianie jest zatrudnionym bezpośrednio przez GLS. A przez pierwsze cztery lata pracy magazynu w ogóle nie było pracowników własnych firmy. Dziwne to było dla mnie, ponieważ na innych działach takich jak spedycja, kasa, czy dział handlowy wszyscy mieli umowy o prace bezpośrednio z firmą GLS. Dlaczego magazynierzy byli zatrudniani przez agencję pracy tymczasowej? Zapewne dlatego, że to zwykle ludzi prości, których łatwo „zmienić” w razie potrzeby. Nie znają swoich praw. Magazynierzy zatrudnieni w firmie GLS jako pracownicy tymczasowi, mieli umowy o pracę z agencją pracy podpisywane co miesiąc. Niektórzy z nich nawet przez pięć lat, co miesiąc jeździli do agencji pracy tymczasowej podpisać umowę. Oczywiście praca nie miała w ogóle charakteru tymczasowego, przez cały rok było obłożenie takie samo pracą, a w okresach świątecznych to nawet nas czterech na zmianie nie wyrabiało. A jak ktoś zachorował, albo wziął wolne to była masakra wręcz. Oczywiście po okresie 18 miesięcy pracy w agencji kierownik filii GLS wskazywał kolejną agencję pracy, do której pracownik miał się udać. Tam na niego czekała już umowa o prace tymczasową. I wszystko wedle prawa było w „porządku”.

Umowy były podpisywane tylko na miesiąc z kilku względów. Pewnie najważniejszy z nich, to taki, że pracownik pracując w takim systemie, nie będzie śmiał nawet wyrażać jakichkolwiek uwag dotyczących swojej pracy, kompetencji kierownictwa, czy zasad BHP. Drugi powód to, umowa na wykonywanie pracy tymczasowej, krótsza niż trzy miesiące nie zobowiązuje pracodawcy do tego, aby wyznaczył pracownikowi dni na wykorzystanie urlopu. Tak było w naszym przypadku, z umowy na miesiąc przypadało nam dwa dni urlopu, jeśli ktoś nie wykorzystał to dostawał ekwiwalent za te dwa dni. Nie można było sobie skumulować urlopu i wziąć np. w wakacje czy ferie. Nawet te dwa dni było ciężko wykorzystać w ciągu miesiąca, bo nie było zawsze takiej możliwości. Były dwa dni w miesiącu i koniec. A ekwiwalent za urlop z umowy pracy tymczasowej jest przeliczany na dużo mniej korzystnych zasadach, niż za niewykorzystany urlop z normalnej umowy o pracę. I trzeci bardzo ważny powód, to w razie choroby pracownika tymczasowego na koniec miesiąca, miał on płatne za zwolnienie lekarskie tylko do końca miesiąca (umowy kończyły się zawsze na koniec miesiąca). Później stawał się bezrobotnym, a następna umowa była podpisana dopiero po zakończeniu zwolnienia lekarskiego, np. od 6 dnia miesiąca.
Proszę zauważyć, iż zatrudnienie pracownika tymczasowego mimo że jest droższe, niż pracownika bezpośrednio przez firmę (oprócz opłacania agencji stawki godzinowej za pracownika i składek np. zdrowotnych, pracodawca użytkownik (GLS) płaci agencji pracy tymczasowej także opłatę za wynajęcie pracownika) to korzyści są jak widać były niewymierne. Również na zwiększone koszty związane z zatrudnianiem pracownika tymczasowego spółka GLS „genialne” poradziła sobie, ale o tym w dalszej części. Zacisnąłem zęby i pracowałem. W Lublinie rynek pracy jest trudny, trzeba szanować pracę taką jaka jest.

Po kilku miesiącach pracy w firmie miałem dwa groźne wypadki, spowodowane nieprzestrzeganiem zasad BHP przez kierownictwo filii GLS Lublin. Po tych nieprzyjemnych zdarzeniach, pomyślałem sobie, że nie daj Boże połamałbym się, czy dostał inne ciężkiego uszczerbku na zdrowiu to będąc na zasiłku zdrowotnym, umowa zostałaby rozwiązana pod koniec miesiąca i za jakiś czas to nie miałbym nawet gdzie wrócić. Na moim miejscu pracowałby nowy człowiek, a ja za swoją pracę w firmie na koniec straciłbym zdrowie i miejsce zatrudnienia. Powiedziałem sobie dosyć, muszę coś z tym zrobić. To nie możliwe, że mogła być taka niesprawiedliwość. Postanowiłem walczyć. Kto nie, jak nie ja. Kawaler, bez dzieci, z wykształcenia prawnik, ambitny o zaciętym charakterze. Przez tyle lat istnienia ustawy o pracownikach tymczasowych i wykorzystywania jej nikt z tym nic nie zrobił (nie tylko firma GLS wykorzystuje tą ustawę, ale gros firm w Polsce). Pomyślałem sobie będę pierwszy.
Pozwałem firmę GLS System Poland o nawiązanie stosunku pracy na wiosnę 2015 roku. Nigdzie nie spotkałem się z podobną sprawą, aby pracownik tymczasowy pozwał pracodawcę użytkownika. Swoje powództwo uzasadniłem art. 58 § 1 Kodeksu Cywilnego, mówiącego o tym, że czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy. Później uzupełniłem swój pozew twierdzeniami autorytetu w dziedzinie prawa pracy, wykładowcy na Uniwersytecie Jagiellońskim, prof. Arkadiusza Sobczyka, powielany przez prof. A. Pastulskiego1: "że w przypadku, gdy zatrudnienie pracownika tymczasowego trwa dłużej niż terminy określone w art. 20 Ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych lub dotyczy pracy innej niż tymczasowa, nie ma ona charakteru tymczasowego, co w konsekwencji może prowadzić do uznania czynności prawnej za pozorną" oraz wypowiedzi prof. Sobczyka2: "można i należy także rozważyć wprowadzenie regulacji przekształcających umowy z agencją na umowy na czas nieokreślony z pracodawca użytkownikiem. Wszak ten ostatni ma pełną wiedzę co do tego, czy zatrudnia pracownika do pracy tymczasowej czy tez nietymczasowej i powinien ponosić ryzyko nadużyć w tym zakresie". A więc doktryna była "za mną", byłem uskrzydlony.

Niedługo po złożeniu pozwu w sądzie, złożyłem skargę do Inspekcji Pracy w Lublinie. Poskarżyłem się na sposób zatrudniania magazynierów, oraz poprosiłem inspektor pracy, aby skorzystała z możliwości jaki daje jej art. 611 Kodeksu Postępowania Cywilnego, tj. aby popierała moje powództwo o ustalenie stosunku pracy w sądzie. Poskarżyłem się również na zróżnicowanie wynagrodzeń pomiędzy tzw. „pracownikami tymczasowymi”, a pracownikiem stałym firmy GLS na mojej zmianie (popołudniowej) mimo wykonywania tych samych obowiązków i zadań.
Firma GLS, gdy dowiedziała się o powództwie postanowiła mnie nie zwalniać (tzn. podpisywać kolejne umowy miesięczne). Wynajęli najlepsza kancelarię prawną z prawa pracy w kraju. Prawnicy tej firmy w odpowiedzi na mój pozew powołali się na zasadę swobody umów, twierdząc, że dobrowolnie podpisałem umowy o pracę tymczasową.

Stwierdzili również w piśmie do Sądu, że dopóki nie minął okres 18 miesięcy pracy mojej w charakterze pracownika tymczasowego, nie można mówić o nadużyciach (podczas składania pozwu pracowałem niecały rok), oraz także, że nawet jeśli to nadużycie ustawy o pracownikach tymczasowych to ustawodawca nie przewidział możliwości ustalenia stosunku pracy. Zacytuje cześć odpowiedzi na pozew: „Odnosząc się do argumentacji Powoda, jakoby praca wykonywana u Pozwanego nie miała charakteru tymczasowego, Pozwany przeczy tej okoliczności oraz zaznacza, że rozważania co do charakteru pracy Powoda zawarł w poprzednich pismach. W tym miejscu Pozwany podnosi jedynie, że wskazane w ustawie rodzaje pracy tymczasowej nie mają charakteru sankcyjnego. Jest to ustawowa wskazówka, przy jakiego rodzaju pracach dopuszczalne jest zatrudnienie pracowników tymczasowych. Ustawa nie przewiduje jednak sankcji za naruszenie tego przepisu. W szczególności brak jest jakichkolwiek podstaw do uznania, że nawet w sytuacji zatrudnienia pracownika tymczasowego przy innych pracach lub w innych okolicznościach, niż wskazane w art. 3 ust. 2 ustawy (przy zachowaniu pozostałych wymogów w niej wskazanych, a niezbędnych w celu zatrudnienia pracownika tymczasowego), będzie on mógł skutecznie domagać się ustalenia istnienia stosunku pracy u pracodawcy użytkownika i jednocześnie skutecznie zanegować fakt łączącego go stosunku pracy tymczasowej z agencją.”
Oczywiście twierdzenia absurdalne, podpisywałem umowę o pracę tymczasową, ponieważ nie miałem wyboru podpisać innej umowy, a ograniczenie 18 miesięcy odnosi się tylko i wyłącznie do pracy o charakterze tymczasowym. Po za tym z przytoczonych argumentów przez prawników firmy dochodzimy do groźnego wniosku, że zatrudnienie policjanta, górnika, urzędnika, sprzedawcy, chociaż od początku nie ma charakteru pracy tymczasowej to i tak nic nie można z tym zrobić(?). Moje stanowisko pracy istniało ponad 1,5 roku zanim zostałem zatrudniony i było przewidziane na bliżej nieokreśloną przyszłość (kilka lat). Według mnie jeśli praca nie ma charakteru tymczasowego nie stosuje się ustawy o pracownikach tymczasowych, tylko bezpośrednio Kodeks Pracy (tak nakazuje logika). Papier jest cierpliwy.

Pracując dalej oczekiwałem na wyniki kontroli z PIP Lublin. Po prawie dwóch miesiącach przyszedł do mnie list, w którym Inspektorach Lubelski stwierdził, że przekazuje sprawę do Poznania, ponieważ tam mieści się główna siedziba firmy. Po trzech miesiącach od Inspektoratu w Lublinie dostałem pismo, w którym PIP stwierdza, że nie poprze mojego powództwa przeciw GLS w sądzie o ustalenie stosunku, pracy ponieważ nie da się takiego stosunku pracy ustalić z pracodawcą użytkownikiem i na poparcie swojej tezy przedstawili orzeczenie Sadu Najwyższego3. Z tymże, to orzeczenie Sądu Najwyższego odnosi się do możliwości ustalenia stosunku pracy, ale z agencją pracy tymczasowej, ponieważ ta de facto nie świadczy pracy, natomiast ja wnoszę o ustalenie stosunku pracy z pracodawcą faktycznym (użytkownikiem). W tym samym czasie przyszła odpowiedź z Państwowej Inspekcji Pracy w Poznaniu, w którym to inspekcja stwierdza, że jest różnica w wynagrodzeniu między pracownikiem własnym firmy GLS, który to zarabia 13,69 na godzinę, oraz ma premię regulaminową w kwocie 92zł lub 189zł, natomiast ja jako pracownik tymczasowy zarabiam 10 zł brutto i nie mam premii regulaminowej. Tak na marginesie, jednak Niemcy to dobrzy ekonomiści (GLS to firma niemiecka), już „sławili” się nieraz zarządzaniem zasobami ludzkimi na terenach Polski. Skoro pracownik tymczasowy jest droższy, to wystarczy mu mniej płacić, a wtedy on sam niejako opłaci możliwość własnej dyskryminacji. Do tego nic nie odważy się powiedzieć, ponieważ ma umowę tylko na miesiąc. A do tego zrobi to rękami polskich "kapo", dając im stanowiska kierownicze w spółce. A wiadomo, że w Polsce takim zwykłym robolem Polaczkiem nikt się nie przejmuje (przykład PIP, ustawodawcy, który stworzył takie prawo), więc hulaj dusza piekła nie ma. Po prostu „genialne”. Inspektor stwierdził, że nie może nakazać pracodawcy wyrównania zarobków, ponieważ przesłanki do zróżnicowania zarobków są obiektywne i trudno mu stwierdzić, czy dochodzi do nierównego traktowania w pracy. Na poparcie swoich winsoków przedstawia ustalone w toku kontroli różnice w obowiązkach między pracownikiem GLS, a tzw. tymczasowym. Tak faktycznie była taka różnica, ale nie moim stanowisku pracy, jak byłem magazynierem na popołudnie, co wskazałem w skardze do Inspekcji Pracy , a inspekcja przeprowadziła kontrolę zmiany porannej... Wniosłem skargę na czynności inspektora do PIP Poznań, za przeprowadzenie kontroli nie tego stanowiska pracy co należy i powtórzenie kontroli. Odpowiedź dostałem po dwóch tygodniach. Inspektorat PIP w Poznaniu stwierdził, że nie ma sensu powtarzać kontroli, bo tak to nic nie da, a jak czuje się pokrzywdzony to, żebym złożył sprawę do sądu.
Przepraszam za słowa, których teraz użyję, ale zrozumiałem, że albo debile pracują w Państwowych Inspekcjach Pracy, albo są skorumpowani, albo maja takich pracowników jak ja centralnie w dupie. Głęboko się zastanawiałem i zastawiam się dalej nad złożeniem do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa – niedopełnienia obowiązków służbowych przez pracowników Państwowej Inspekcji Pracy. Boję się tylko, że prokuratura będzie tak samo działać jak PIP, a ja nie ma już nerwów. 4

Zrozumiałem, że sam jestem zdany na własne siły. Zacząłem szukać profesjonalnej pomocy prawnej w Internecie. Pisałem do wielu znanych adwokatów/radców prawnych mail-e. Jeden z nich, znany radca prawny z Łodzi odpowiedział na moja prośbę i zaproponował mi spotkanie zupełnie za darmo. Moje szczęście, miał mieć niedługo sprawę w sądzie w Lublinie. Podczas spotkania odmówił prowadzenia mojej sprawy (miał dużo własnych obowiązków), ale naprowadził mnie w jaki sposób udowadniać swoją rację przed sądem i na jakie argumenty się powoływać. Zaproponował mi również, abym pomyślał o wniosku o pełnomocnika z urzędu. Postąpiłem zgodnie z jego wskazówkami, napisałem pismo zmieniające powództwo, zamiast powództwa o ustalenie stosunku pracy, na powództwo o ustalenie stosunku pracy oraz odszkodowanie za nierówne traktowanie. Zażądałem 100 tysięcy złoty. Wydaje mi się to kwota adekwatna do sposobu traktowania ludzi zatrudnionych przez spółkę GLS oraz jej możliwości finansowych. Taka firma zarabia w Polsce, założę się, że dziesiątki milinów na „czysto”, a spowodowana przez nią dyskryminacja nie jest motywowana ciężką sytuacją finansową (bo ja to wykazałem pracownik tymczasowy wcale nie jest tańszy), co więcej na rynku przesyłek kurierskich jest teraz hossa, a jedynym powodem takiego działania firmy jest upodlenie pracownika. Firma kurierska GLS nie wnosi do Polski nowych technologii, nowych metod Know-how, jedynie kosztem najmniejszego nakładu chcę osiągnąć największe zyski. Nie tylko ona jest mnóstwo takich firm, nie boje się stwierdzić, ze branży przesyłek kurierskich prawie wszyscy – z usług agencji tymczasowej korzystają takie firmy jak DHL (działający na rynku polskim ponad 10 lat), UPS. Rząd tego nie kontroluje, nie interesują go pracownicy zatrudniani przez agencje pracy, nie ma nawet żadnej kary w Kodeksie Pracy za nadużywanie zatrudnia tymczasowego. Dlatego uznałem, że właśnie taka kwota może wstrząsnąć firmą (tym bardziej, że takich pracowników jak ja są setki tysięcy w kraju) i zwrócić uwagę innych firm zatrudniających w ten sposób, że to może je słono kosztować.

Po dwóch miesiącach od złożenie rozszerzonego powództwa do sądu odbyła się sprawa wstępna, dokładnie 11 października 2015 roku. Na sprawie Sąd dopiero wręczył pełnomocnikowi firmy GLS moje pismo zmieniające powództwo, w którym żądam 100 tysięcy złoty i dokładnie opisuje proceder dyskryminacji jaki dział się w firmie. Firma oczywiście zaprzecza wszystkiemu, ale od 1 listopada 2015, wszyscy dostajemy podwyżkę w firmie. Mamy wszystko to samo co pracownik stały firmy (przynajmniej w naszej filii, nie wiem jak w innych regionach kraju), ale umowy dalej są na miesiąc. Dnia 22 grudnia firma roztaje się ze mną, twierdząc, że minął okres 18 miesięcy pracy i zatrudnia nowego pracownika. Jak wspomniałem argument absurdalny, termin 18 miesięcy odnosi się do pracy, która ma charakter tymczasowy. Natomiast moje stanowisko istniało 1,5 roku zanim pracowałem ja, później ja sam pracowałem 1,5 roku, a teraz jest następny pracownik po mnie. Ba nawet w czasie moje pracy zwiększono liczbę osób na magazynie z czterech do pięciu. Stałem się niewygodny, firma zapłaciła ogromną cenę dając podwyżki magazynierom popołudniom, a także rannym. Następna sprawa w sądzie odbyła się 4 stycznia ze świadkami. Zażądałem na niej przywrócenia do pracy, motywując to tym, że skoro moja praca nie spełnia kryteriów pracy tymczasowej, to jestem pracownikiem własnym GLS. Natomiast tryb zwalniania pracownika zatrudnionego bezpośrednio jest napisany w Kodeksie Pracy. Firma nie dotrzymała zadość formie wypowiedzenia oraz terminowi. Wnoszę także o wypłatę wynagrodzenia za czas pozostawania bez zatrudnienia. Po rozprawie 4 stycznia, z tego co się dowiedziałem od kolegów z już byłej pracy, firma zaczęła dawać etaty magazynierom, nie wszystkim, ale w tej chwili już jest po 3 pracowników na każdej zmianie zatrudnionych przez firmę bezpośrednio, a nie jeden.

Zwykle jest tak, że ten kto walczy najbardziej cierpi. Wierzę w swoją wygraną, mam nadzieję, że moja sprawa będzie precedensem na całą Polskę, początkiem lawiny pozwów przeciw nieuczciwym pracodawców bezpodstawnie zatrudniających poprzez agencję pracy tymczasowej. Uważam, że przez te wszystkie lata nie trafił się odpowiedni człowiek, zmotywowany i ambitny oraz walczący do końca. Powiem nieskromnie za takiego się uważam. Liczę się także z przegraną, choćby patrząc na postawę Państwowej Inspekcji Pracy, która zamiast chronić pracowników, chroni pracodawców. A propos czytałem kiedyś w gazecie o żalących się pracownikach PIP na brak uprawień pozwalających im skutecznie walczyć z nieuczciwymi pracodawcami. Ale oni z tych co mają nawet nie korzystają! Oraz jeszcze jedno mnie martwi, tą najlepszą kancelarią z prawa pracy w Polsce, która broni firmy to Sobczyk i Wspólnicy z Krakowa, właśnie tego profesora Sobczyka, na którego powołuje się na początku mojej wypowiedzi. W moim mniemaniu widzę, że profesor wyznaje stała, acz mądrą rzymską zasadę: „Pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą)”, w końcu za głoszone poglądy można zdobyć uznanie w środowisku i pretiż, ale nie opłaci się wycieczki zagranicznej ani kupna nowego Mercedes-a. Patrząc się na to wszystko trudno się dziwić firmom zachodnim ich postępowania. One widzą, że za pieniądze i z głupoty Polaczki zniszczą się same... Smutna puenta na koniec.

Dość ironii. Wniosek jest jeden, ustawę o pracownikach tymczasowych trzeba jak najszybciej zmienić. W tej chwili to jest wolna amerykanka. Tak jak prof. Sobczyk postuluje, wprowadzić sankcję w postaci zmiany umowy o pracę tymczasową na umowę o pracę na czas nieokreślony z pracodawcą użytkownikiem, który nadużywa zatrudniania pracowników tymczasowych do prac o charakterze nietymczasowym lub przekracza ustawowe terminy. Z tym, że termin 18 miesięcy powinien być liczony jako czas utrzymania stanowiska pracy, a nie pracy poszczególnego pracownika. W przeciwnym wypadku dalej będzie to furtka do nadużyć, co 18 miesięcy będzie zmieniany pracownik. Także powinna być zawarta sankcja karna w Kodeksie pracy dotycząca nadużywania zatrudnienia tymczasowego. Zastanawia mnie, że przez ponad 10 lat obowiązywania tego prawa nic w niej nie zmieniło. Niezłe lobby wspierało tą ustawę...

 


Dnia 13 kwietnia 2017 r. przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód zapadł nieprawomocny wyrok, ustalający istnienie stosunku pracy pomiędzy mną, a spółką GLS, zasądzający odszkodowanie za nierówne taktowanie w kwocie 6 tysiecy zł wraz z odsetkami. Powództwo o przywrócenie do pracy zostało oddalone, ponieważ sąd stwierdził, iż w stanie niniejszej sprawy należało zgłosić roszczenie o dopuszczenie do pracy, nie zaś przywrócenie do pracy. A to sa zupełnie inne roszczenia. Odszkodowanie za nierówne traktowanie w pracy wyniosło tylko 6 tysięcy złoty, czyli różnicę między tym co zarobiłbym jako pracownik zatrudniony bezpośrednio przez GLS, a tym co zarabiałem jako pracownik tymczasowy. Sąd jednoczesnie stwierdził, że na podstawie polskich przepisów za sam fakt dyskryminacji nie należy się zadośćuczynienie, więc kowta 95 tys. zł jest niezasadna. Od powyższego wyroku zarówno ja, jak i pozwana spółka złożyliśmy apelację.
Dnia 14 lutego 2018 r. przed Sądem Okręgowym w Lublinie zapadł prawomocny wyrok, który utrzymał bez zmian wyrok sądu I instancji, modyfikując tylko nieznacznie uzasadnienie. Sąd podzielił mój pogląd o tym, że na podstawie art 18 3d Kodeksu Pracy można orzec zadośćuczynienie za nierówne traktowanie w pracy, jednocześnie stwierdzając, że kwota 6 tys. zł pokrywa zarówno szkodę majątkową, jak i niemajątkową (zadośćuczynienie), a także jest wystarczająco "skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca"(sic!)... Pozostawię argumentację obu sadów bez komentarza. Na przykładzie tej sprawy, możemy sie dowiedzieć, skąd u sędziów taki głęboki "szaczunek społeczny".
Pozwana spółka nie złożyła skargi kasacyjnej, więc dla niej sprawa się zakończyła. Ja taką skargę złożyłem, choć nie mam wielkich złudzeń co do roztrzygnięcia przez Sąd Najwyższy. Historię, którą tutaj opisałem możecie Państwo znaleźć w książce Marka Szymaniaka pt. "Urobieni. Reportaże o pracy", w której jestem jednym z bohaterów.
Nigdy nie żałowałem podjętej decyzji. Gdybym się mógł cofnąć w czasie zrobiłbym to samo. Jestem pierwszym człowiekiem w Polsce, któremu udało sie ustalić stosunek pracy z pracodawcą użytkownikiem, mimo, że byłem sam przeciwko wielkiemu przedsiebiorstwu, które reprezentowała jedna z najlepszych kancelarii w Polsce. Państwowa Inspekcja Pracy nie dawała mi szans na powodzenie, odstępując od pomocy mojej osobie, mój pełnomocnik, którego dostałem z urzędu, adwokat specjalizujący sie ponoć w prawie pracy, w ogóle nie wiedział o co chodzi w tej sprawie (zrezygnował pod falą krytyki). Drugi, który wszedł na jego miejsce, też tak naprawdę nic nie wniósł do sprawy, poza tym, że nie przeszkadzał. Kiedy sprawa była w toku, będąc już wtedy na aplikacji radcowskiej, poznałem znanego lubelskiego mecenasa, który reprezentował w sądzie znane lokalne osobistości i powiedział mi, abym puknął się w głowę i wycofał powództwo, bo na pewno nie wygram, a tylko zniszczę sobie karierę - żadne przedsięrbiorstwo mnie nie zatrudni, a z klientów "z ulicy" nie wyżyje. On sam zakładał takie agencje pracy tymczasowej i nie wierzy, że można z tym wygrać. Moi znajomi nie dawali mi żadnych szans, rodzina również, a koledzy z pracy bali się zwolnień. Ja tak naprawdę z tą sprawą zostałem sam - teraz parę lat po złożeniu pozwu, dowiedziałem się, studiując literaturę rozwoju osobistego, że robiąc coś w życiu, zmieniając otoczenie, zawsze zostajesz sam. Dlatego tak niewiele osób jest w stanie dokonać zmian, boją się braku akceptacji.
Ja nie posłuchałem nikogo. Wygrałem, czysto symbolicznie, ale wygrałem. (Na marginesie, dodam, że jeszcze toczy się druga sprawa z GLS o dopuszczenie do pracy i wypłatę wynagrodzenia za czas gotowości do pracy.) Przede wszystkim udało sie zmienić warunki pracy w GLS, co prawda dalej są miesięczne umowy, ale wielu ludzi, którzy pracowali latami przez agencję pracy dostali umowę o pracę bezpośrednio z GLS. Spółka wyrównała również płace wszystkim pracownikom, bez względu na formę zatrudnienia.


  1. A. Patulski [w:] red. A. Soczyk "Z problematyki zatrudnienia tymczasowego" Warszawa 2011, s. 93
  2. A. Sobczyk [w:] red. A. Sobczyk "Z problematyki zatrudnienia tymczasowego" Warszawa 2011, s. 163
  3. Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 1 kwietnia 2015 roku, syg. akt I PK 203/14
  4. Złożyłem zawiadomienie do prokuratury na niedopełnienie obowiązków przez inspektorów PIP - art. 231 Kodeksu Karnego. Prokuratura rzecz jasna umorzyła sprawę, argumentując, iż nie każde niedopełnienie obowiązków jest przestępstwem (sic!). Odwołałem się do sądu, a ten podtrzymał decyzję prokuratora. 

 

Numer - 1; Jan 14, 2016